Pewnego dnia, około dziesięć lat temu, postanowiłam wraz z koleżanką wybrać się daleko na wakacje. Powiedziałam, że możemy do Hiszpanii. Ona na to, że nie, że dalej, że lepiej nad ocean, do Portugalii. No i zrobiłyśmy to. Od tamtej pory nie mogę zapomnieć o sile tej Wody. Wracam do Portugalii, póki tylko mam sposobność. Tak się stało i tym razem. Choć muszę przyznać, że na jednym ogniu dwie pieczenie smażę. Wylądowałam pod skrzydłami Heleny Loermans, prawdziwej czarodziejki i mistrzyni swego fachu - tkactwa. To tu, w Odemirze, jest jej atelier - małe pomieszczenie z antresolą, choć aż cztery maszyny mieści. A dzieją się tu prawdziwe cuda. Każdego dnia otwieram drzwi i niczym dzieciak wchodzę do piaskownicy pełnej niewinności i jednocześnie takiej dla dorosłych, gdzie radość łączy się z wiedzą, kunsztem i świadomością. Czasami słyszę, że nikt nie tka tak jak my teraz tutaj, że to trochę wariactwo, strata czasu. Ja na to mówię malarstwo, tylko, że za pomocą nici. Oprócz realizowania...